księga gości


2008
grudzień
lipiec
maj
2007
listopad
czerwiec
luty
2006
listopad
sierpień
lipiec
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad



Przodownicy Pracy
czerwona sukienka w białe grochy
he's simple, he's dumb, he's a pilot
zezwij przez "h" (wypali ci ostatniego papierosa)
smutna marionetka
consequences
bez okno
kraina absurdu
czyste rączki przed obiadem
kończyna owada
odpowiedź
zje cię łyżeczką
tow. Siergiej P.
ekspresjonistka
mła?
fantastyczna
cigarette
kurwa mać
coś jakby marlon
ende
o, wiosna!
z widokami na przyszłość
piękna królewna
niezła dupa
z fortepianem w trumnie
imbirowe panienki
jezebelica
skrzydlasty
where is my hairbrush?
pan albert
cynamonowy chłopiec
ju-tka
eszek
sheela
mr ef.
przeciągłe "aaa"
panna jadzia
pan folia





BLOG



















silence-is-sexy



po prostu, wrócić.

Kiedy Marlena wraca nie ma już przymiotników. Jest tylko cisza. Zawsze wyobrażała sobie, że taka sama huczy w uszach topielca. Godzinami oswajała w wannie swoją śmierć tylko po to, żeby ją usłyszeć. Na tej szerokości geograficznej wszystkie panny zabijają się z miłości. Marlena była dokładnie taka sama. Oddałaby wszystko, żeby chociaż raz się nie spóźnić. Wykorzystać szansę, dośnić sen do końca. Być znowu tą samą dziewczyną, bezmyślnie roztrwonioną w zadymionych barach, w śmierdzących dworcowych toaletach dokąd pozwalała się zabierać obcym mężczyznom w zamian za kilka rubli lub kawałek chleba, w budynkach partii i cerkwiach zamienionych na magazyny. W mieszkaniu nie tykają nawet zegary. Wskazówki zatrzymały się trzy dni temu o dwudziestej trzeciej dziesięć, równocześnie z sercem jej matki. Marlena wyjmuje z szafy jej stary płaszcz i otulona kładzie się na drewnianej podłodze. Nie czuje nic oprócz słodkawej woni gnijących chryzantem, wśród których w pokoju obok leży ciało. Smutne, jakby odlane z wosku, nierzeczywiste. Marlena zasypia i po raz kolejny śni niedokonane pożegnania.


2008-12-07 01:10:45 skomentuj (9)


świt prześwietla celuloid.

Nietrwała materia aleksjejowej pamięci umieściła ojca tylko na dwóch kliszach: Sergiej przy fortepianie. Sergiej odchodzący. Poza tym ojciec był tylko bohaterem bajki szeptanej przez matkę na dobranoc, dalekim Guliwerem, Ulissesem zabłąkanym wśród wojennych zgliszczy, gdzieś pod Warszawą. Bo stare dekoracje Mateczki Rosji nie były godne, by stać się sceną jego wzniosłej śmierci. Wśród nich mógł się rozegrać jedynie dramat upokorzenia egzaltowanej dziewczyny- jednej z tych, co się trują z miłości albo obcinają włosy po rozstaniu.
- Polska, Białoruś, prawie cała Rosja... i nigdzie takiej ładnej dziewczyny nie widziałem- powiedział Sergiej wiosną tysiąc dziewięćset czterdziestego. Dziewczyna miała na imię Daria i zawsze płakała gdy grał Rachmaninowa. Doskonale pamięta ich noc poślubną, kiedy pijany wziął ją od tyłu zmuszając, by patrzyła w lustro. On nie spojrzał na nią ani razu. Gdy już skończył, usiadł przy fortepianie i zagrał Sonatę b-moll a ona leżała na podłodze, wykrwawiając z siebie dziewictwo. Aleksjej urodził się w grudniu. Dzieciństwo upłynęło mu na obserwowaniu matki ćwiczącej się w cierpieniu i nauce gry na saksofonie. Do tej pory czuje ten nieustanny strach, chłód świtów w obcych miastach, zapach przetrawionej wódki i ból opuchniętych palców, które przytrzasnęła mu klapą fortepianu. Wtedy pierwszy raz próbował zagrać Rachmaninowa. Już nigdy nie wybaczy matce tej wiecznej tułaczki jaką jest ofiarowane mu przez nią życie. Na zawsze zachowa w pamięci pogardę do jej wątłego, pachnącego maślanką ciała i dwie niezbyt wyraźne klisze: Sergiej przy fortepianie. Sergiej odchodzący.


2008-07-17 00:46:00 skomentuj (8)


niemoc i konieczność.
Masza roztkliwia się i rozwarstwia, zupełnie jak francuskie ciastko. Ból głowy, rozpaczliwa chęć zapomnienia. Iwan zniknął. Zostawił tylko kartkę. Nie czekaj na mnie. To będzie bardzo długi odpoczynek. Ale przecież Masza nigdy nie umiała nic innego. Tylko czekać. Tkwić wciąż i wciąż w proroczym geście, zasypiać na podłodze, słuchać szemrania wymyślonej rzeki. Siada na parapecie i zapala ostatniego papierosa, nie pozostało jej nic więcej. Powoli traci ostatnią nadzieję. W myślach wiąże pętlę. Marzy, że ktoś przyjdzie, że dotknie jej lodowatej dłoni ciepłymi palcami, że znowu rozkwitnie. Znowu zaistnieje. Ostatni raz.
2008-05-27 17:54:45 skomentuj (6)


mój Miły.
dlaczego chcesz mi podarować piekło, jakim jest wieczność bez Ciebie?
2007-11-24 17:56:01 skomentuj (12)


zawierz słowom, które niosą w sobie sen.
Malując usta na śliwkowo, Anastazja intensywnie patrzy w lustrzane odbicie Mikołaja, który stoi za nią i obserwuje jej zmysłowe, kocie ruchy. Nietrudno się przecież domyśleć, że Anastazja jest kotem- mistycznym, rudym i bezdomnym. Nawet kiedy zasypia w jego ramionach lub kiedy ktoś dotyka wewnętrznej strony jej ud, samotność łaskocze ją w pięty.
- Wiesz, nasza miłość ma w sobie coś ze śmierci i skórki od chleba- mówi Anastazja i przez chwilę wydaje się jej, że jest poetką.
Kola wyciąga rękę i delikatnie muska jej uszminkowane wargi. Rano obudzą się w zapachu zbutwiałych liści.

2007-11-05 23:12:22 skomentuj (5)


some things I do for money, some things I do for free.
Masza zaczyna się i kończy na Twoim języku, kiedy przepołowiona jak jabłko leży w wysokiej trawie i czeka aż coś drgnie, aż powietrze gęste jak siemię lniane ruszy się choć odrobinę, aż przyjdzie burza i ugasi kurewskie pragnienie, które wysusza jej język kiedy patrzy na spaloną słońcem łąkę. Jak żałosna jest ta mała dziewczynka w czerwonej sukience, kiedy poznaje drugą stronę pojękiwania, złego zapachu, dreszczy, kiedy poznaje żar samotnej rozkoszy zagęszczający powietrze jeszcze bardziej. Pot skrapla się w zagięciach jej rąk i nóg, a krew spływa po wewnętrznej stronie ud i wsiąka w ziemię. Nie ma nic co mogłoby powstrzymać Maszę przed krzykiem, może oprócz zacierającego się snu o Iwanie, ubranym w czarny golf i stojącym w przejściu podziemnym z winogronem w ustach, czekającym na jej powrót. Masza już nie wróci- zacznie się i skończy na Twoim języku, rozpuści się w Twoich ustach jak czerwona landrynka.
2007-06-03 22:54:33 skomentuj (12)


15 minut.
Kochana Nasteńko,Na stole stygnąca herbata i kartka z Kołymy, będąca dowodem, że 27 grudnia 1948 roku ojciec jeszcze żył. Minęły dwa lata, Anastazja nie jest już małą dziewczynką. Zapala papierosa i patrzy na czerwoną, jeszcze nie zabliźnioną ranę wzdłuż lewego nadgarstka, z którego wczoraj zdjęła bandaż. Znów zabrakło jej odwagi. piszę, żebyś się nie martwiła. Anastazja opiera się o parapet i wygląda przez okno pokoju, skąd ma piętnaście minut do wszystkich miejsc, do których ewentualnie chciałaby dojść. Piętnaście minut do biblioteki, piętnaście minut do parku, piętnaście minut do orgazmu, piętnaście minut do wszystkich zmysłów Koli i do wieczności. Jest zimno, a praca ciężka i dużo, Mali chłopcy rzucają kamieniami w okna starych kamienic, a ich matki są zbyt zajęte swoimi zakupami, swoimi bólami, swoimi pijanymi mężami, żeby wykraczać myślami poza plac Dzierżyńskiego. Tu zaczyna się i kończy ich świat. Nie ma w nim miejsca na partyjne pabiedy stojące pod Kremlem, wyniszczającą pracę w czterdziestostopniowym mrozie, koszmar Łubianki, nie ma w nim miejsca dla wrogów ludu. ale wierzę, że dzięki wspaniałości Wodza niedługo wrócę do domu. Anastazja zamyka oczy i słysząc rozpaczliwe krzyki bitej sąsiadki, widzi ojca. Ubrany w płaszcz, w którym go zabrali, staje po środku placu i rozkładając ramiona obraca się wokół własnej osi. Dym papierosowy szczypie w gardle. Proszę, uważaj na siebie.
Aleksjej, który nie jest sobą ani kiedy zdejmuje w ciemnej łazience czerwone majtki Anastazji, ani kiedy gra na saksofonie kolejną smutną piosenkę, przywykł już żeby nie zadawać pytań. P.S. Kocham Cię. Tata. O złe sny, zapach innego mężczyzny, histerie, zepsute zapalniczki czy o te dwa perfekcyjne nacięcia na prawym udzie. Kładzie rękę na drżącym ramieniu Anastazji.

Tato, gdzie jesteś?

2007-02-28 07:45:56 skomentuj (29)